Wczoraj impreza, a dzisiaj wolne... dzięki bogu są święta (również te państwowe :p )
Taaaaa, skutki dnia wczorajszego... w sumie to wieczoru ... i części nocy (no bo kto normalny mianem "wieczora" określa godzinę drugą w nocy...).
Czyli że co? Kac morderca?
Nie, nie, ja takich cudactw nie miewam... z reguły... noooo dobra, raz czy dwa umierałam, ale to naprawdę były odosobnione przypadki.
A moje ujemne skutki spożycia...? Przede wszystkim niemożność wyspania się oraz lekkie rozbicie wewnętrzne obawiające się lekkim drżeniem nie tylko rąk :)
Taaa wiem, jestem dziwny ludź :p

I tak wraz ze wzrostem poziomu alkoholu we krwi zwiększała się moja ciekawość. A biorąc pod uwagę to iż niezbadane są ścieżki mojego umysłu... tak więc już wiem, że klasyczna szklanka do podawania
whisky (ostatnimi czasy mojego ulubionego trunku) i
bourbona (w sumie nie piłam, a przynajmniej nie pamiętam żebym to
robiła... yyyy... i tu się nasuwa pytanie czy powinnam się martwić???)
to szklanka
Tumbler.
Zwana także “old fashion” czyli w starym stylu, czy też “lowball” lub
“rocks
glass”. Cylindryczny kształt i grube dno.
Choć najbardziej klasyczną
podstawą tej szklanki jest koło, istnieje wiele ozdobnych wariacji. W
tej szklance podaje się alkohole wlewane “on the rock” (na kostki lodu).
Niektórzy mogą uznać to za profanację, ale ja i tak whisky wolę z colą i
cytryną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz