… i nie ma czym się zachwycać, a miało być tak fajnie…
I jeśli „to najzabawniejsza rola”
Jerzego Stuhra od czasu „Seksmisji” (a tak się reklamują) to w międzyczasie musiał
grać chyba w samych dramatach.
Nie powiem, film nie należy do
tych złych i nawet da się go oglądać, ale bliżej mu do dramatu… Fakt, oglądając
go można kilka razy się zaśmiać, ale za chwilę przychodzi refleksja, że raczej
wypadało by płakać nad skopanym życiem bohatera… Cóż, ten śmiech określiła bym mianem „przez
łzy”.
Film ten ma w sobie dużo nawiązań do współczesnej historii Polski, a główny bohater jest z nią nieprzypadkowo w przypadkowy sposób powiązany. Rzekłabym nawet, że jest przypadkową ofiarą historii, mimochodem w nią angażowaną i ponoszącą tego konsekwencje.Film może dać do myślenia i pewnie ma potencjał do odkrywania niuansów tej opowieści przy kolejnym oglądaniu tego filmu... drugim, trzecim, czwartym...
Tylko, że ja raczej drugi raz nie będę go oglądać, a przynajmniej nie dobrowolnie. W moim przypadku raz wystarczy.
Kino zaliczone. Film obejrzany. Ocena 3/5
Aby zrozumieć o czym piszę to polecam zapoznanie się z recenzję na FILMWEB, bo na film namawiać nie będę. To trzeba chcieć obejrzeć, dobrowolnie się na to decydując... nooo ewentualnie pod groźbą użycia broni... Broni... czy czegokolwiek :P